środa, 22 czerwca 2016

#montebalanced - Testowanie Monte Balance




Dzięki platformie trnd miałam okazję przetestować Monte Balance.
Jako ambasador kampanii musiałam zakupić 36 sztuk deserów, za które oczywiście otrzymałam zwrot gotówki.

Deserami podzieliłam się z najbliższymi - rodziną i przyjaciółmi.

Monte Balance jest 'zdrowszą' odmianą zwykłego Monte. Zawiera więcej mleka oraz mniej cukru. Nie zawiera żelatyny.

Smak.... No cóż... Już po otwarciu deseru miałam wrażenie, że jest on zepsuty. Dziwna, 'sztywna', prawie galaretowata konsystencja trochę zniechęciła mnie do spróbowania. Jednakże przekonałam się do niego. Smak jak dla mnie nie odbiega zbyt od zwykłego Monte, Jeśli o mnie chodzi słodycz deseru jest na tym samym poziomie, a i większa ilość mleka nie była dla mnie w żadnym stopniu wyczuwalna.
Deser nie jest zły, ale z nóg nie powala.
Zdecydowanie wolę zwykłe Monte lub Monte z dodatkami ;)

wtorek, 10 maja 2016

Winiary krajanka buraczkowa.

Dzięki wymianie próbkami i gadżetami otrzymałam krajankę Winiary. Chociaż nie lubię wszelkich gotowych zup, czy to z torebki czy też mrożonek, zdecydowałam się wypróbować, tym bardziej, że słyszałam dobre opinie.
Jedyne co potrzebujemy to 2l bulionu, ziemniaki oraz śmietana. - możemy dodać także kapustę i fasolkę w celu uzyskania barszczu ukraińskiego ;)
Ugotowałam, zjadłam.... Mężowi smakowało.
Jeśli o mnie chodzi to zapach wskazywał ewidentnie zupę POMIDOROWĄ. W smaku... połączenie pomidorowej z buraczkami. Zresztą nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że koncentrat pomidorowy zajmuje drugą pozycję na liście składników. Zalecana porcja ziemniaków (500g) to jeśli o mnie chodzi - trochę za mało. Po otwarciu opakowania wydawało się, że zawartość jest całkiem bogata.... Ale jedząc zupę trafiałam w zasadzie tylko na kawałki cebulki. Chociaż udało mi się upolować także kawałeczek marchewki i dwa paseczki startego buraczka.
Smak? Jak dla mnie trochę za słona, ale ogólnie używam bardzo mało soli - praktycznie wcale, więc to pewnie dlatego...
Pomysł dobry, ale ja bym trochę dopracowała ;)

piątek, 6 maja 2016

Garnier Czysta Skóra 3w1

Jakiś czas temu, na stronie Garnier można było otrzymać próbki tytułowego kosmetyku.
Produkt przeznaczony jest głównie dla cery trądzikowej i chociaż pożegnałam ten problem już dobre kilka lat temu, zdecydowałam się wypróbować kosmetyk.
Formuła 3w1 nie bardzo do mnie przemawia. Producent proponuje, aby wyżej wymieniony produkt stosować:
- rano, jako żel myjący
- wieczorem, jako peeling
- 2-3 razy w tygodniu jako maseczka.



Niestety, nigdzie nie doszukałam się informacji na temat tego, jak stosować go zgodnie z zaleceniami. Kosmetyk, wzbogacony jest w pumeks, więc nie wiem jak umyć nim twarz tak, aby ten był niewyczuwalny a Garnier Czysta Skóra spełnił jedynie funkcję żelu myjącego. Nie wyobrażam sobie także, jak kosmetyk ten ma spełniać funkcję maseczki. Owszem, można po prostu nałożyć go na twarz i zostawić... Ale jak długo go trzymać na twarzy? A później spłukać? Czy może wsmarować pozostałość w skórę? Odpowiedzi na te pytania nie udało mi się znaleźć ani w internecie, ani na otrzymanej próbce. Tak czy siak, produkt wypróbowałam.

Garnier Czysta Skóra 3w1 ma przyjemny, delikatny, świeży zapach, kojarzący mi się z ogórkiem zielonym. Produkt, zawiera pumeks - dla mnie zbyt mało wyczuwalny, przez co peeling określam jako średni - jestem raczej zwolennikiem peelingów - zdzieraczy skóry :P
Po umyciu, twarz była gładka, nawilżona, bardzo miękka i co mnie zdziwiło - zaczerwieniona, a tak jak wspominałam wyżej, peeling był 'taki sobie'.

Nie mówię, że jest zły, ale jeśli o mnie chodzi - mogłoby być lepiej. Możliwe, że to już nie ten wiek, nie te zapotrzebowania :p

środa, 4 maja 2016

Reaktywacja!

Czas reaktywować bloga, nie zawsze udaje się wziąć udział w testach. Dlatego też doszłam do wniosku, że będę tutaj opisywać nie tylko próbki, produkty do testowania czy otrzymane za darmo gadżety, ale powiększę zakres bloga o opinię produktów które dostałam lub kupiłam ;) Postaram się zaglądać tutaj regularnie i systematycznie zamieszczać nowe notki ;)
Do zobaczenia!

środa, 2 marca 2016

#momentzmonte - testowanie deserów mlecznych Monte - opinia 1/8

Z braku czasu wystąpił tymczasowy brak notek.
W międzyczasie zaczęłam testować Monte dzięki kampanii na trnd .
Do przetestowania było aż 8 smaków:
- Waffle Sticks
- Choco Flakes
- Cacao Cookies
- Choco Balls
- Capuccino Balls
- Crunchy
- Cherry
- Cookies .

Oczywiście zgodnie z moim obowiązkiem skosztowałam wszystkie smaki. Zacznę zatem opinię w odwrotnej kolejności niż podana wyżej ;)


Monte Cookies:



Napis na opakowaniu mówi, że 'cookies' to herbatniki maślane.
Gdyby nie ten napis, w życiu nie zorientowałabym się, że są właśnie maślane - chyba, że po prostu do moich zapomnieli dodać masło.

Ogólnie w połączeniu z deserem Monte odczuwałam przyjemność z jedzenia.
Deser nie był zbyt słodki, herbatniki nadawały mu lekkości, delikatnej chrupkości (jeśli o mnie chodzi, herbatniki mogłyby być jeszcze bardziej chrupkie). Doskonale niwelowały słodycz deseru Monte. Dzięki ciasteczkom deser był bardzo syty - pozwalał na zapełnienie żołądka na wiele godzin.

Moja ocena 3/5.

Był smaczny, ale nie jest to mój faworyt ;)

sobota, 13 lutego 2016

Testowanie produktów.

Nie wiem jak mężczyźni (chociaż mój mąż też się wciągnął :p) ale kobiety z pewnością lubią wszystkie nowinki kosmetyczne, kulinarne i nie tylko ;) Zawsze można 'zabłysnąć' przy swoich koleżankach i z dumą powiedzieć, że jest się ambasadorem danej marki, wobec czego testujesz jego produkt, a mało tego chętnie podzielisz się z nią produktami w zamian za szczerą opinię.

Niżej podaję linki do stron, dzięki którym możemy testować. Oczywiście wszystko jest całkowicie BEZPŁATNE! Nie ponosimy żadnych kosztów związanych z wysłanym do nas produktem, dodatkowymi próbkami czy też kosztem wysyłki.

Nie kosztuje nas to nic, a jaka przyjemność z testowania.... ;)

Jestem tutaj już dobre parę lat, do tej pory testowałam kosmetyki Nivea a także Ice-Tea Liptona. Później długi czas nie miałam nic, a to przez to, że nie było możliwości edytowania ankiet osobowych, wobec czego nadal mieli informację, że jestem w gimnazjum, nie pracuję etc.
Mam nadzieję, że teraz wszystko wróci do normy :p


To strona do której należę od niedawna i mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się przetestować coś fajnego dla małego Antosia ;) Jak pewnie się domyślacie testujemy produkty dla dzieciaczków.
Testy przeznaczone są dla osób prowadzących blogi.
Chociaż mój blog powstał niedawno, mam ogromną chęć testowania produktów Canpol babies.


Dodatkowo, dla osób które nie mają bloga.
Wystarczy być aktywnym na stronie http://canpolbabies.com/pl/ (dodawać porady, komentować je, oceniać). Dla najaktywniejszych co miesiąc są nowe produkty do testów ;)





Pieluchy Toujours 1 - testowanie z TestMeToo

Jaki ogromny uśmiech pojawił się na mojej twarzy kiedy otrzymałam informację, że dostałam się do grona testujących pieluchy Toujours 1 (dostępne w Lidl).
Kurier przyniósł paczkę w idealnym momencie, akurat pielucha nadawała się do zmiany.
Od razu otworzyłam opakowanie, zapach pieluch nie był zbyt fajny. Wręcz nieprzyjemny. Chemiczny, sztuczny... Mimo, że zapach mnie odpychał zdecydowałam założyć pieluchę mojemu synkowi. Była to dobra decyzja! Pieluchy okazały się super chłonne (Antoś przesypiał całe noce, bez konieczności wymiany pieluchy), podczas całego okres testu nie zdarzyło się, żeby pielucha przeciekła. Nie było ucisku, odparzeń, zaczerwienień. Synuś był spokojny, swobodnie ruszał nóżkami. Elastyczne rzepy pozwoliły pieluszce idealnie dopasować się do jego chudziutkiego ciałka, co wcześniej było dla nas problemem. Fajne było też to, że w paczce były pieluchy z kilkoma różnymi, kolorowymi wzorkami. Nie powodowało to zbędnej monotonii. Jestem pozytywnie zaskoczona i z pewnością na tym nie skończy się moja przygoda z tymi pieluchami.





Testowanie odbyło się dzięki stronie TestMeToo na którą serdecznie zapraszam ;)